Satanizm współczesny : Satanorium.pl

Podzielony tematycznie zbiór tekstów, zawierający eseje, tłumaczenia klasycznych tekstów, rozmaite opracowania bądź próbki poezji.
Miejsce przeznaczone dla zarejestrowanych użytkowników, służace dyskusji, wymianie poglądów, a także swobodnym towarzyskim rozmowom.
Pokaźny zbiór opisów symboli, jakie wykształciły się w świadomości zbiorowej na przestrzeni dziejów z naciskiem na symbole mniej lub bardziej związane z satanizmem.
Katalog miejsc w sieci, godnych polecenia i ciekawych. Zbiór został uporządkowany według kategorii, gdzie między innymi znajdziemy prywatne witryny użytkowników jak i duże portale tematyczne.
Czytelnia
Kudłaty
Destrudos

Destrudos


Stworzony i wstępem opatrzony przez umysł.

Miłość jest prawem, miłość podług Woli LIBER AL vel LEGIS I:57

Wstęp

Dialog. Zapomniana i praktycznie dzisiaj nie stosowana forma literackiej wypowiedzi. A szkoda, bo nie ma lepszego wytrychu do kajdan krępujących wolne i piękne myśli autorów minionych jak i dziś trwających, jak możliwość włożenia, czasem bezpardonowego wetknięcia wręcz, owych myśli w usta postaci, która samym faktem istnienia stanowi potęgę.

Tak też poczynił i Autor, posługując się jako naczyniem dla swoich spostrzeżeń fikcyjną postacią filozofa i wyrzucił go do starożytnych Aten, wykorzystując zakorzeniony w Twojej drogi Czytelniku świadomości archetyp pogodnego mędrca, który to zgodnie z przekonaniem autora, najlepiej nadaje się do rozpraw o rzeczach ważnych.

Praca poniższa garściami czerpie stylistyczne natchnienie z takich platońskich dzieł jak Fedon, Kriton, czy Eutyfron z tego powodu Autor wyraża głęboką ufność, że ci z Czytelników którzy w przeszłości nie zetknęli się z Platonem w ogóle, nie będą mięli mu tego za złe.

Ale zacznijmy wreszcie. Mamy słoneczne popołudnie jednego z wiosennych dni nad Ateńską potęgą. Do domu jednego z filozofów położonego niedaleko ateńskiej Agory, zbliża się bardzo poruszony Jegomość...

Osoby dialogu: Konkordikus Weritibulos

Weritibulos: Dobrze Konkordikusie że mnie wreszcie odwiedził. Staremu człowiekowi, a i młodemu, nie zaprzeczysz pewnie, szczęśliwości takie wizyty szczerych i oddanych przyjaciół nie mało dostarczają. Zastanawiam się tylko, jak to i ty i ja mamy w zwyczaju, czy żeś motywowany jakąś potrzebą raczył mnie odwiedzić, czy też bez niej zupełnie, a żem przekonany raczej, że przyszedłeś wiedziony przyczyną, zapytuję cię, naprzód prosząc byś usiadł i napił się, czego tam sobie chcesz, co cię do mnie sprowadza?

Kokordikus: Nie powinienem się dziwić znając cię szmat czasu, temu żeś mnie tak rozpracował, dlatego też muszę się zgodzić, że nie bezinteresownie cię nawiedzam, a dalej zgodnie z tym com powiedział prosić cię o dwie rzeczy: o posłuchanie i o twoje zapatrywania, na sprawę którą, jeżeli pozwolisz wyłuszczę ci za chwilę.

Weritibulos: Dość jednej radości z odwiedzin przyjaciela, a Ty mi przysparzasz dwie inne umiłowane rzeczy: słuchania i rozmyślania. Nie będziesz się przecież sprzeczał, że czystą radością jest słuchać opowiadań mšdrego człowieka, a potem jeszcze móc skomentować to i owo?

Konkordikus: Absolutną radością, Wiritibulosie. Jest to przywilej ludzi mądrych, za jakich uważam siebie, oczywista, że ciebie i jeszcze kilku innych z szerszych kół - taka dobra pogawędka. Przeto ufam, że się nie pogniewasz, kiedy rozpocznę już wydarzenie opisywać najdokładniej jak pamiętam; bo widzisz, to przypadek zasłyszany przed chwilą u naszego znajomego, Kritobulosa. Ale ab ovo: spacerując nabrzeżem i wyglądając tego okrętu co to miał z Delos lada moment nadciągnąć, niechybnie Sokratesa na śmierć skazując, spotkałem ogromnie zafrasowanego Kritobulosa właśnie. Nie potrzebowałem go długo do zwierzeń namawiać, dokładniej mówiąc kompletnie nic mówić nie musiałem, by się otworzył, takš ogromnš miał chęć wygadania się. Nieszczęście i rychły upadek Aten przewiduję, Konkordikusie powiada samo zło, najczystsze zło. Na nic pobożność, zginęło gdzieś poszanowanie dla praw, nie ma silnych, by Zeus patrząc na to, co się dzieje nie zesłał końca miastu. Wystaw sobie przyjacielu przysłuchiwałem się dzisiaj procesowi niejakiego Destrudosa. Samo odczytanie oskarżenia przyprawiło mnie o bojaźliwe drżenie członków, a przecież ty mnie, Konkordikusie znasz i wiesz, że nie tak łatwo przejść mnie strachem. Otóż nikczemny Destrudos dopuścił się morderstwa, za co, chwała bogom, jednogłośny werdykt na śmierć go skazujący usłyszał. Nie zwyczajne to było zabójstwo, o nie. Tak opowiadał zapytany przez sędziów o przebieg zdarzenia, słuchaj Konkordikusie i staraj się jak najwięcej zimnej krwi zachować, co mnie się nijak udało: Szedłem właśnie do mojego przyjaciela Eutyfronika, kiedy nie wiem skąd, pojawia się przede mną jakiś chłopaczek, trzy może, cztero letni. Nie potrafię powiedzieć, z jakiej przyczyny pojawiła się we mnie niepohamowana żądza zabicia tego niewiniątka. Tak zupełnie za nic, bo przecież, kompletnie nic przeciw mnie to dziecko nie uczyniło. Zrobiłem to dla sprawdzenia, czy ja Destrudos jestem w stanie odebrać życie takiemu ucieleśnieniu niewinności. Podbiegłem, więc do chłopaczka i ukręciłem mu główkę, tak dokładnie jak to się z niektórymi zwierzętami czyni, które do spożycia sš przeznaczone. Dziecina nawetcichutkiego jakiegoś jęku nie zdołała wydobyć, i skonała natychmiast. Tak to było, proszę sędziów. Nic żem, nie ujął, niczegom nie zataił, ani niczego też nie starałem się wybielić. Na świadka prawdziwości moich zeznań, samego Zeusa nie boję się wziąć. Tak mówił, bestia Destrudos. Widzę Konkordikusie, że ci mowę odjęło powiada Kritobulos - i krew z twarzy jakby do nóg spłynęła, bo biały na twarzy jak mój chiton zupełnie. Przeprosić cię, więc muszę, za odebranie ci pogodnego nastroju, w jakim cię przed chwilą zastałem, ale potrzebowałem bardzo tym barbarzyństwem się z kimś podzielić. Mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, przyjacielu. Tymczasem idę dalej, przed siebie, jakiegoś sposobu na ukojenie skołatanego serca poszukać. Ostawaj w zdrowiu, Konkordikusie. Taką to historię uraczył mnie nasz przyjaciel i nie pomylił się, co do tej bladości mojej pewnie, bo kiedy mi to opowiadał ja sam czułem jak mi krew z całego ciała do Hadesowych podziemi chce przez nogi zbiec.

Weritibulos: Wszystkom prawie, zdaje mi się pojąłem, jako mi opowiadałeś, kochany Konkordikusie. Jednego tylko nijak zmiarkować nie mogę: co w tej całej sprawie do takiej niemocy cię doprowadziło? Wyjaśnij mi to jeśli łaska, najchętniej tak prostymi słowami, jakby ten starzec na przeciw ciebie siedzący w jednej chwili w latorośl się zmienił.

Konkordikus: Na Bogów, Wertibulosie! Jak to co? Na dziwne zgoła Twoje pytanie spróbuję jednak odpowiedzieć: na przedzie nadzwyczajne zło jakie w tym całym nikczemnym Destrudosie znalazło przyczółek, a dalej smutek i żal po śmierci tego niewiniątka, którego imienia nawet nie znamy. O Bogowie! A kiedy pomyślę jeszcze co też muszą przeżywać rodziciele tego nieboraka...

Wertibulos: W połowie tylkom Cię zrozumiał, odnośnie tego smutku który to wieść ta przyniosła. Ale tyś przecie powiedział, że z przodu co innego było, jak to szło Konkordikusie: nadzwyczajne zło?

Konkordikus: Zgadza się. Przerażeniem napawa mnie ta świadomość, że ktoś może być tak doskonale złym bez chwili wahania uśmiercając niczemu niewinną istotę.

Wertibulos: Słusznie mówisz o tym przerażeniu zrodzonym z tych wydarzeń, ale za twoim pozwoleństwem, Konkordikusie czy naprawdę doskonałym mianujesz to zło, którego dopuścił się Destrudos.

Konkordikus: Bezsprzecznie tak.

Wertibulos: Przystańmy na chwilę, jeśli można, przy tym cośmy obaj powiedzieli i odpowiedz mi na takie oto pytanie: czy za coś doskonałego uważać będziemy coś wytworzonego do końca z jednej tylko substancji, nie skażonej niczym innym, na ten przykład dramat stworzony tylko z potrzeby stworzenia dramatu uważać będziemy za nieskażony i doskonały, czy też jakoś inaczej?

Konkordikus: Nie inaczej, przecież jako za ideał.

Wertibulos: I wszelki inny powód napisania dramatu, taki jak sława, czy chęć wzbogacenia się dzięki niemu, przyjšć będziemy mogli za skażenie tego ideału, czy tak?

Konkordikus: Zdaje mnie się, że tak przyjšć możemy.

Wertibulos: Dobrze mój drogi Konkordikusie. I w świetle tego cośmy przed chwilą uznali przyjść możemy też, że wszelkie inne niż potrzeba stworzenia ideału powody psują nam dobre i piękne ideały, takie jak ten nasz dramat.

Konkordikus: Absolutnie, się z tym zgodzić możemy!

Wertibulos: Przyjrzyjmy się teraz innym pięknym i dobrym rzeczom. Czy bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi jest pięknym ideałem i czy wszelkie motywy tej pomocy takie jak oczekiwanie za ten szlachetny uczynek nagrody tu, czy na innym świecie, psuje nam ten ideał?

Konkordikus: Ze wszech miar tak, Wertibulosie.

Wertibulos: Znakomicie mój przyjacielu. Weźmy się teraz za rzeczy szpetne i złe, które to są niejako odwróceniem tych pięknych i dobrych, ale nie ich przeciwieństwem, lecz jako dwa kolory na przykład: czarny dla tych złych, a biały dla dobrych uczynków, czy jak wolisz odwrotnie.

Konkordibus: Pierwsze przypisanie uważam za najwłaściwsze.

Wertibulos: Dobrze więc. Czy możemy uznać za prawdziwe stwierdzenie, iż wszelki inny kolor naniesiony na pomalowaną na biało, czy też czarno powierzchnię psuje nam ideał, zupełnie tak jak powiedzieliśmy wcześniej, że wszelki powód do działań dobrych, niszczy nam ideał dobra?

Konkordibus: Oczywiście, że uznamy za prawdziwe.

Wertibulos: I w zgodnie z tym cośmy przyjęli odnośnie kolorów, wszelki powód do działań złych popsuje nam ideał zła, tak będzie, czy może jakoś inaczej?

Konkordibus: Zdaje mnie się, że będzie tak jak mówisz, Wertibulosie.

Wertibulos: Musimy się więc zgodzić Konkordibusie, że po pierwsze: zło jest takim samym ideałem jak dobro, po drugie, że bardzo ciężko, jeżeli w ogóle, jest dostąpić ideału bez uprzedniego wyzbycia się wszelkich powodów do jego osiągnięcia, a po trzecie to od czego tak pięknie nam ta rozmowa się zaczęła: Destrudos, tylko dążył, przypadkiem lub celowo do ideału zła, bo jak sam mi opowiedział, stwierdził, że potrzebował się sprawdzić.

Konkordibus: Jakby na to nie patrzeć masz rację Wertibulosie, choć co do tego pierwszego punktu to i ja o nim wiedziałem. Ty, żeś go nam po prostu pięknie udowodnił... Och spójrz jak nisko mamy już słońce. Zapomniałem dodać, że kiedym do ciebie zmierzał usłyszałem rozmowę dwóch obywateli, którzy to stwierdzili, że egzekucja niegodziwca Destrudosa wyjątkowo odbędzie się tego samego dnia co i proces, przed zachodem słońca. Spieszmy się przeto Wertibulosie, jeżeli chcemy dojrzeć jak dokonuje się sprawiedliwość.
Wróć