Satanizm współczesny : Satanorium.pl

Podzielony tematycznie zbiór tekstów, zawierający eseje, tłumaczenia klasycznych tekstów, rozmaite opracowania bądź próbki poezji.
Miejsce przeznaczone dla zarejestrowanych użytkowników, służace dyskusji, wymianie poglądów, a także swobodnym towarzyskim rozmowom.
Pokaźny zbiór opisów symboli, jakie wykształciły się w świadomości zbiorowej na przestrzeni dziejów z naciskiem na symbole mniej lub bardziej związane z satanizmem.
Katalog miejsc w sieci, godnych polecenia i ciekawych. Zbiór został uporządkowany według kategorii, gdzie między innymi znajdziemy prywatne witryny użytkowników jak i duże portale tematyczne.
Czytelnia
Locutus
Socjobiologiczne podstawy religii (socjobiologia)

Socjobiologia jest nauką zajmującą się ogólnie rzecz biorąc wszelkimi aspektami zachowań społecznych u organizmów żywych - opisuje je, wyjaśnia ich wartość przystosowawczą, a także próbuje przybliżyć ścieżki ewolucyjne, które prowadziły do powstania takiego a nie innego behawioru. Przedmiotem jej zainteresowania są wszystkie gatunki wykazujące zachowania społeczne, a więc także i człowiek. Oczywiście w przypadku Homo sapiens sprawy komplikują się daleko bardziej niż podczas opisywania, dajmy na to, mrówki rudnicy (Formica rufa), niemniej jednak długotrwałe badania i analizy zgromadzonych materiałów pozwoliły wyjaśnić rozmaite ludzkie zachowania jak altruizm, zwyczaje seksualne, a nawet elementy etyki. Zanalizowane zostały też zachowania religijne - zostały one zdemitologizowane, odmistycznione i zajęły należne im miejsce wśród innych biologicznych cech gatunku jak kolor włosów, skóry czy oczu. W poniższej pracy pokrótce spróbuję opowiedzieć, jak na kwestię religijności człowieka zapatrują się socjobiologowie. Na początek cofnijmy się w czasie do okresu, w którym wierzenia religijne jeszcze nie powstały, gdyż przedstawiciele rodzaju Homo nie byli wystarczająco zaawansowani, by je wypracować. Jak wtedy wyglądała ludzka społeczność? Badania archeologiczne i paleontologiczne wykazały, że ukształtowana była podobnie jak stada innych naczelnych - nad grupą dominował samiec alfa, będący jej przywódcą. Wysoki rozwój mózgu i komunikacji werbalnej pozwalał na doskonały podział pracy czy to przy polowaniu, czy oprawianiu zdobytej zwierzyny, czy wreszcie w opiece nad potomstwem. Rzecz jasna przywódca stada posiadał cały harem, pozostali osobnicy płci męskiej musieli zadowolić się podrzędną rolą i rzadko, jeśli w ogóle, mieli okazję kopulować. Trwały ustawiczne walki o hierarchię i osobnik naczelny od czasu do czasu się zmieniał. W wyniku swarów i intryg koherencja stada bywała zaburzana i dochodziło nawet do jego rozpadu, czy też poważnych okaleczeń poszczególnych jego członków, co zmniejszało całkowitą wartość przystosowawczą grupy (grupa podzielona, czy też pozbawiona czasowo lub wiekuiście części sprawnych członków była mniej wydajna w obronie swojego terytorium, zdobywaniu pokarmu, ochronie przed drapieżnikami etc.). Do tego dochodziły nowe, nieznane wcześniej biologii czynniki - w miarę rozwoju mózgu (a co za tym idzie - świadomości) człowiek zaczął sobie zadawać pytanie "dlaczego", chciał poznawać naturę świata, a niewiedza zaczynała go frustrować (frustracja zaś, co wydaje się oczywiste, wpływa negatywnie na wydajność osobnika), do tego doszła świadomość nieuchronności śmierci - lęk przed nią i instynkt samozachowawczy są jednymi z najpierwotniejszych i najgłębiej wpisanych w ludzką (i nie tylko ludzką) świadomość zasad, nie dziwi więc, że po uświadomieniu sobie kruchości życia i nieuchronnego jego końca, człowiek zaczynał funkcjonować gorzej, zdjęty ciągłym strachem - zaburzona w wyniku tego gospodarka hormonalna, a także czysto psychiczne konsekwencje obniżały jego przystosowanie do środowiska. Natura (wybaczcie tę personifikację) miała dwa wyjścia - albo pozwolić rodzajowi Homo jako niedostosowanemu wyginąć, albo dostosować go do nowych warunków. Jak łatwo można się domyślić, wybrana została ta druga wersja.

Co dawała człowiekowi pierwotnemu religijność, wiara w jakąś transcendencję oraz życie po śmierci? Odpowiedź jest dość długa i z biologicznego punktu widzenia widać w niej same pozytywy. Przede wszystkim wspólna religia cementowała społeczność, zapobiegając rozpadowi stada - życie stadne i związany z nim altruizm odwzajemniony (czyli pomoc na zasadzie dziś ja tobie, jutro ty mnie, która w efekcie powoduje zwiększenie wartości przystosowawczej obydwu organizmów w stosunku do stanu nielatruistycznego - warto zauważyć, że nie muszą w tym procesie uczestniczyć dwa konkretne osobniki, ale może on przyjmować postać wzorca postępowania - dzisiaj ja pomagam osobnikowi, którego nie znam i który mi się osobiście raczej nie odwdzięczy, ale jutro jakiś inny całkiem obcy osobnik pomoże mnie gdyż stosowny wzorzec jest charakterystyczny dla całej populacji), podział pracy oraz współpraca przy wykonywaniu różnych czynności wydatnie zwiększają wartość przystosowawczą wszystkich jednostek w nim uczestniczących - wiadomo, że "Nec Hercules contra plures" (w wolnym tłumaczeniu Andrzeja Sapkowskiego to łacińskie przysłowie brzmi "Kiedy wrogów cała kupa nawet i Herkules dupa"). Usankcjonowanie religijne koherencji stada zapobiegało secesji, czy wewnętrznym walkom, mogącym wyeliminować lub uczynić niezdatnymi do pracy wartościowe jednostki. Stabilizowało także prawa obyczajowe, działając zwykle na korzyść samca alfa. Pozwalało na rozwój prawa, które ułatwiało procesy komunikacji międzyludzkiej, zapobiegając nadużyciom i normując stosunki. Ponadto oczywiście religia spełniała rolę, o której najczęściej wspomina się przy tej okazji - wyjaśniała niewyjaśnione zjawiska przyrody (cykl roczny i dobowy, burze z piorunami, etc.), zapobiegając wspomnianej już frustracji wynikającej z niewiedzy, a także, poprzez stworzenie iluzji życia po śmierci, eliminowała lęk przed zgonem. Co więcej - plemiona, czy narodowości, które zredukowały lęk przed śmiercią, lub też wręcz wprowadziły w swej religijności pośmiertne nagrody dla wojowników poległych na polu chwały stawały się o wiele bardziej wydajne, łatwiej zdobywały nowe terytoria i podporządkowywały sobie innych ludzi; z punktu widzenia genów jednostki (a ten punkt widzenia jest w biologii najbardziej uprzywilejowany) śmierć na polu chwały wcale nie była końcem dla genów - geny bowiem egzystowały w dziesiątkach dzieci, sióstr czy braci, którzy dzięki ofierze jednej jednostki miały zapewniony lepszy żywot i większe szanse przetrwania - odpowiednie równania matematyczne zilustrowałyby fakt większej korzyści śmierci na polu chwały niż dalszego życia z mniejszym rozmachem, a być może w podporządkowaniu innemu plemieniu, ale w tym eseju możemy sobie je odpuścić.

Ktoś teraz powie "zaraz, zaraz, chwila, moment, wszystko pięknie, ładnie i w ogóle, ale jak można rozpatrywać religię w kategoriach biologicznych, skoro jest ona elementem kultury, przekazywanym z pokolenia na pokolenie drogą indoktrynacji, a nie poprzez geny". no właśnie - i tu taki niewczesny krytykant zawiedzie się srodze - otóż neurologowie opisali ośrodek odpowiedzialny za potrzebę wiary i doznania metafizyczne (ten sam ośrodek podczas śmierci klinicznej przy pomocy anormalnej hiperaktywności wywołuje wrażenie świetlistego tunelu i błogostanu na jego końcu - zjawisko to można zresztą wywołać sztucznie przy pomocy stymulacji elektrycznej, najlepiej udaje się to w warunkach deprywacji sensorycznej). U ateistów, czy agnostyków ośrodek ten zwykle jest praktycznie nieczynny (co ciekawe jego drażnienie elektryczne sprawia, że osobnik poddany eksperymentowi próbuje się szybko odnaleźć w jakiejś religii, staje się naiwny, łatwowierny i porzuca wrodzony sceptycyzm), u osób głęboko wierzących zaś jest aktywny dosyć mocno. Kwestia jego aktywności jest determinowana genetycznie - osobnik z niedziałającym owym ośrodkiem choćby był wychowany na przyzwoitego katolika, będzie wierzył raczej z tradycji, na zasadzie "bo tak wypada", zaś ateista z owym ośrodkiem aktywnym długo ateistą nie pozostanie, poszuka czegoś dla siebie - choćby własnej, prywatnej minireligii, byle jednak zaspokoić czysto biologiczną potrzebę metafizyki. Nietzsche powiedział, że człowiek woli wierzyć niż wiedzieć, mieć za cel pustkę niż nie mieć go w ogóle, co przestaje dziwić, jeśli uzna się religijność za biologiczne przystosowanie do środowiska. Faktem jest, że często ludzie są w stanie odrzucić najlogiczniejsze dowody, fakty i argumenty, wybierając zamiast nich czysty absurd, byle tylko zapełnić dojmującą pustkę niewypełnionej potrzeby religijności. Satanista jako człowiek inteligentny powinien moim zdaniem, jeżeli już taką potrzebę posiada, potrafić się z nią uporać - nie poprzez jej odrzucenie, gdyż jest to równie łatwe i przyjemne, co odrzucenie pragnienia, głodu, czy seksualności - lecz tworząc własny prywatny system wierzeń do użytku wewnętrznego, który, zaspokajając potrzeby właściciela, jednocześnie nie będzie w żaden sposób ograniczał.

Jak to się jednak dzieje, że pomimo występowania zasadniczo tak samo skonstruowanych mózgów mamy na świecie taką wielką różnorodność religii i wierzeń? Sprawa jest prosta - otóż procesowi ewolucji podlegała wyłącznie sama potrzeba religijności i intensywność doznań metafizycznych, treść wypełniająca tę potrzebę jednakże była wytworem czysto kulturowym, nierzadko opartym jednak na archetypach (wspólnych całemu gatunkowi symbolach i wzorcach). Stąd też nie dziwi rozwój złożonego politeizmu w demokratycznej Grecji, czy ścisłego monoteizmu w pasterskiej, opartej na patriarchacie kulturze plemion semickich. Religie powstawszy i ustabilizowawszy się zaczęły powoli żyć własnym życiem, rozwijać się, ewoluować, wyrodnieć, wypaczać, a nawet nowotworzeć - i tylko od człowieka zależy, czy da się wplątać w jakiś totalny absurd, który z pierwotnych funkcji zachował tylko zaspokajanie potrzeby metafizycznej, resztę funkcji pozytywnych zastępując zwykłym wyzyskiem i egoistycznym pragnieniem władzy religijnych hierarchów, czy też wybierze coś, co będzie mu pasowało, lub też pokusi się o stworzenie własnego systemu.

Podsumowując: potrzeba religii jest, jak dowodzi socjobiologia, niczym więcej, lecz tylko kolejną potrzebą biologiczną, która podlega, jak wszystkie inne, prawom ewolucji, a powstała wyłącznie jako przystosowanie do środowiska, zwiększające szanse na przetrwanie i rozprzestrzenienie genów.

Wróć