Satanizm współczesny : Satanorium.pl

Podzielony tematycznie zbiór tekstów, zawierający eseje, tłumaczenia klasycznych tekstów, rozmaite opracowania bądź próbki poezji.
Miejsce przeznaczone dla zarejestrowanych użytkowników, służace dyskusji, wymianie poglądów, a także swobodnym towarzyskim rozmowom.
Pokaźny zbiór opisów symboli, jakie wykształciły się w świadomości zbiorowej na przestrzeni dziejów z naciskiem na symbole mniej lub bardziej związane z satanizmem.
Katalog miejsc w sieci, godnych polecenia i ciekawych. Zbiór został uporządkowany według kategorii, gdzie między innymi znajdziemy prywatne witryny użytkowników jak i duże portale tematyczne.
Czytelnia
Re
Satanistyczna odpowiedzialność

"Czy potrafisz sam dać sobie własne zło i własne dobro, i swoją wolę zawiesić nad sobą jako prawo?"
Nietzsche

Koncepcja świata obiektywnych, niezmiennych i ponadczasowych wartości we współczesnym satanizmie musi zostać określona jako fikcja, która w całym swym obrazie i w każdym swym elemencie stoi z nim w sprzeczności. Cały satanizm, tak jak go chcemy dzisiaj rozumieć, wypływa z immoralizmu postrzeganego jako całkowite odrzucenie absolutyzmu etycznego, będącego elementem wszelkich światowych religii, jeśli nie wszystkich religii w ogóle. Doszukując się filozoficznego podłoża satanizmu, zauważymy że ten immoralny argument jest esencją wszystkiego, co współczesny satanizm ukształtowało. Nietzsche znalazł "Boga martwego w duszy epoki", doszukując się zarazem koncepcji, będącej lekarstwem na współczesny jemu, wypływający z dekadentyzmu nihilizm, a LaVey fakt "śmierci Boga" oraz pewne elementy "nietzscheanizmu" wykorzystał jako fundament do zbudowania swojej filozofii. Wszystko to było budowaniem systemu, który w obliczu braku absolutnego, niezależnego od rzeczywistości, niezależnego od człowieka systemu wartości, musiał zaproponować coś nowego, wskazać jak szukać własnych wartości, jak je stwarzać i określać, skoro nie mogą już być nam dane przez żadną boską instancję. Wszystko co chcielibyśmy obecnemu satanizmowi przypisać, a co nie wiązałoby się bezpośrednio z argumentem immoralizmu, i tak musiałoby być, mniej lub bardziej zawiłą w swym rozumowaniu, immoralizmu implikacją. Immoralizm, zwany częściej współcześnie amoralizmem, odrzuca, miedzy innymi, obiektywny, dualistyczny podział na "dobro" i "zło", co sprawia, że ogólny problem odpowiedzialności człowieka staje się zagadkowy, zaczyna rodzić pewne podstawowe pytania: czy można nadal jeszcze mówić o jakiejkolwiek odpowiedzialności człowieka za jego własne czyny? Przed czym lub przed kim człowiek amoralny może być odpowiedzialny? Czy istnieje coś takiego jak satanistyczna odpowiedzialność? O ile w przypadku uznania absolutyzmu etycznego jesteśmy odpowiedzialni przed pewnym bóstwem, które te absolutne wartości legitymuje i utrzymuje w mocy, o tyle w przypadku jego odrzucenia nie możemy za własne czyny odpowiadać przed żadną nierzeczywistą istotą, może amoralnemu człowiekowi pozostaje li tylko odpowiedzialność przed społeczeństwem?

W całym współczesnym satanizmie to właśnie immoralizm budzi największe kontrowersje, wręcz budzi strach. Wydawać by się mogło, że człowiek musi wierzyć, że pewne zasady, wartości są niezależne od kultur, historii, całej rzeczywistości, że nie posiadają ludzkiej genezy, jako że wtedy mają moc powszechnego obowiązywania, w każdej epoce i w każdym miejscu, trwając niezmiennie w swej jedynej postaci, jednym słowem - są uniwersalne. Sztywna, skostniała definicja "dobra" i "zła" wydaje się być czymś bezpiecznym, zapewniającym moralny ład, czymś niezbędnym, bez czego społeczeństwa nie miałyby oparcia co do norm postępowania i celów. Wydaje się też, że człowiek bez takiego oparcia stałby się degeneratem, zbliżył się bardziej do zwierzęcia, generalnie cofnął się w swym rozwoju. Ten brak zaufania jest bez wątpienia efektem przeszło dwóch tysięcy lat wiary w obiektywne idee, bo jak to ujął Nietzsche, mimo że Bóg już umarł, nadal żyjemy w Jego cieniu, kultywujemy nadal te same wartości, choć doskonale wiemy, że nikt i nic już ich nie "uświęca"; żyjemy w przekonaniu, że ich kult jest nadal niezbędny. Nawet będąc "niewierzącymi" jesteśmy odpowiedzialni przed społeczeństwem, które jest przytułkiem dawnych wartości, a chcąc cenić te, będące ze społecznymi sprzeczne, skazujemy się na alienację. Ten mechanizm alienowania jednostek, które chciałyby pozwolić sobie na większy indywidualizm, jest naturalnym mechanizmem obronnym współczesnego społeczeństwa, który sprawia, że normy społeczne zmieniają się na zasadzie długotrwałej ewolucji, dzięki czemu etyczny fundament pozostaje cały czas bardzo mocny, ale kosztem spychania na margines wielu wybitnych i wartościowych jednostek, dla których wartości cenione w ramach wspólnoty zupełnie nie wpisują się w system zapewniający im indywidualny rozwój. Byłoby bezsensem gdyby człowiek odrzucający uniwersalizm, stworzyłby sobie coś na kształt nowego bożka, jakim jest społeczeństwo, poczynając cenić odległe mu wartości wspólnoty, będące w perspektywie jego życia równie skostniałe i ograniczające, jak te, legitymowane istnieniem jakiejś boskiej istoty. Z drugiej strony godne uwagi jest pytanie, czy społeczeństwo może być inne i czy indywidualnie stwarzany system zasad przez członków wspólnoty nie jest pewnym generalnym zagrożeniem? Czy po odrzuceniu "moralności stada" będzie miejsce na jakąkolwiek, ogólnie rozumianą odpowiedzialność człowieka?

Póki co, powszechnie uważa się, że jest to zagrożenie dosyć poważne. Sądzi się, że jedyną drogą do jakiej prowadzi zerwanie z etycznym absolutyzmem jest moralny relatywizm i wcale to nie dziwi, obawy te są zupełnie zrozumiałe. Sytuacja, w której nie istnieje nic absolutnego, nic nie posiada wartości "samo w sobie", o ile ja tej wartości temu czemuś nie nadam oraz nie ma żadnych niezależnych ode mnie, obiektywnych kryteriów wartościowania czegokolwiek, wygląda na taką, w której człowiek nie jest w stanie zbudować żadnego, własnego kręgosłupa moralnego. Mam tu na myśli taki system, który nie byłby dziełem przypadku, a który faktycznie mógłby być trwałym i rozwijanym szkieletem jego przekonań. Moralny relatywizm to właśnie brak jakichkolwiek trwałych zasad i wartości, które potrafilibyśmy uznać przyjąć za elementy naszego systemu, gdyż jesteśmy przekonani o ich zupełnej względności, w gruncie rzeczy relatywista u z n a j e, iż moralności nie posiada, jest "człowiekiem bez wartości". Moralny relatywizm to często domena ludzi, których określamy mianem społecznych degeneratów, moralnych relatywistów można by znaleźć pewnie wśród tak zwanych pseudosatanistów, przestępców, choć ten relatywizm jest skrajnie nieuświadomiony; świadomość własnego relatywizmu moralnego wymaga jednak już odrobinę samoświadomości i inteligencji. Równie dobrze znajdziemy przykłady takiej postawy wśród ludzi inteligentnych i ustawionych wysoko w hierarchii społecznej, jednak wszystkie te postaci to przykłady ludzi, u których nie znajdziemy poszukiwanej odpowiedzialności.

Brak obiektywnie istniejących wartości prowadzić może też do pesymizmu i utraty sensu i celu życia. Cały dekadencki pesymizm modernizmu to efekt pustki po "śmierci Boga", gdzie znikające nagle wartości usankcjonowane istnieniem Boga przestają wyznaczać już życiowy cel. Odwieczne pytania z zakresu filozofii praktycznej: "jak żyć? po co?" zostają teraz bez odpowiedzi, a wcześniej nadawały kierunek - zwrócony w stronę realizacji zaświatowych ideałów. Świadomość, że nic nie jest wartościowe "samo w sobie" oraz przyzwyczajenie do tego, że coś powinno takie być i nieumiejętność na zniszczonym obiektywnym fundamencie moralnym zbudowania czegokolwiek nowego, stawia człowieka w sytuacji bezsensownej - nic nie ma wartości, życie nie ma wartości, wszystko jest marnością. Nie ma miejsca na jakąkolwiek odpowiedzialność, nie ma przed kim odpowiadać. To efekt szukania sensu życia "poza życiem", w niezależnej od naszej rzeczywistości, która powinna nam ten sens nadać, a kiedy ona znika, nie ma też gdzie go odnaleźć. Pesymizm jak i relatywizm moralny są do siebie podobne w tym względzie, że nie ich wyznawcy nie posiadają w życiu żadnych wartości, które uznaliby za godne oparcia. W gruncie rzeczy pesymizm, o którym mówimy jest pewną odmianą relatywizmu, który cechowany jest przez bierność i niechęć do życia. Obie postawy, obie konsekwencje odejścia od koncepcji uniwersalnych wartości nie nastrajają optymistycznie, ale sytuacja jest tylko pozornie beznadziejna.

Zarzut moralnego relatywizmu, będącego efektem odrzucenia absolutyzmu etycznego zawiera istotne niedopatrzenie - nie zwraca uwagi na proces kształtowania się systemu wartości człowieka. Człowiek, który posiada pewne przekonania, wyznaje pewne wartości, które są zhierarchizowane i co ważne, nie jest ich w stanie dowolnie i zupełnie arbitralnie reorganizować; nie może podejść do nich jak do szafki, pełnej półek i przedmiotów oraz zacząć wszystko zupełnie swobodnie przestawiać, zmieniając przestawiając przedmioty z niższej półki na wyższą i na odwrót. Ma to psychologiczne uzasadnienie w naszym sposobie poznawania świata, które ma charakter niezwykle konserwatywny. Domeną istot ludzkich jest możliwie silna obrona własnych przekonań. Wszystko co uważamy za prawdę jak i wszystkie opinie o tym, co uznajemy za cenne, obwarowujemy mocną twierdzą i tylko informacje, z punktu widzenia przekonywania najsilniejsze, są w stanie ją sforsować. Niemożliwe jest przez to przewartościowanie, które mogła by wywołać pierwsza lepsza docierająca do nas informacja, niemożliwe jest też zupełnie dowolne przemeblowanie w naszym systemie wartości, które byłoby nagłe i zupełnie przypadkowe. Kształtuje nas otoczenie, możemy kształtować siebie sami, lecz jest to proces ewolucyjny; możemy też w tym kształtowaniu się zatrzymać. Nie jest tak, że na wieść o "śmierci Boga", na wiadomość o nieistnieniu uniwersalnych wartości, nasza półka doznaje wstrząsu, podczas którego wszystkie przedmioty mogą zmienić swe miejsca w sposób najbardziej nieoczekiwany. Możemy żyć ze świadomością, że wszystko to, co wyznajemy, razem z zasadami, których łamanie przyprawia nas o wyrzuty sumienia, nie jest uniwersalne; może nas to prowadzić do pesymizmu, relatywizmu, ale nie czyni z nas ludzi od wszelakiej moralności wolnych.

Uniknięcie pesymizmu, wynikającego z utraty celu życia w przypadku zdania sobie sprawy z nieistnienia uniwersalnych wartości jest rzeczą najtrudniejszą. Potencjalne zagrożenie moralnego relatywizmu ma ostrze obustronne, wymierzone jest zarówno w relatywistę jak i jego środowisko, dla którego mógł być niebezpieczny. Pesymizm ma jedno ostrze, wymierzone w swego wyznawcę, jednak znacznie silniejsze, przed którego obroną potrzeba wyjątkowej siły. Są trzy wyjścia: możemy od ostrza zginąć - odsunąć się od życia jako czegoś co nie ma sensu i znaczenia, możemy od ostrza uciec, bez walki - uwierzyć ponownie w nierzeczywiste, zaświatowe cele i ideały albo ostatecznie pokonać ostrze w walce. Współczesny satanizm jest w moim mniemaniu tą właśnie walką, a w konsekwencji też zagospodarowywaniem krajobrazu po bitwie. Wyraz "potrafisz" w motto tego eseju nie jest przypadkowy, a obrazek odrzucający absolutyzm etyczny prowadzi do trzech dróg:

1. życie dalej "w cieniu Boga" bez odkrywania własnych indywidualnych wartości,
2. pesymizm, bezsens życia, który kończy się mniej lub bardziej dosłownym od życia odejściem albo powrotem do kultu uniwersalnych wartości,
3. odkrywanie i tworzenie własnych wartości, moralny perspektywizm i odpowiedzialność przed samym sobą.

Satanistyczna ścieżka to wybór opcji trzeciej. Nie jest to wybór dla każdego i wobec powyższych rozważań, w moim mniemaniu, n i e k a ż d y może być satanistą. Ateizm jest elementem albo dopiero krokiem do satanizmu, który jest wyznaczaniem własnej ścieżki i podążaniem nią. Szukanie własnych, indywidualnych wartości to rozwojowe zadanie satanisty, to m o r a l n y p e r s p e k t y w i z m - patrzenie na wartości z własnego punktu widzenia i indywidualne wartościowanie. Aby móc się rozwijać, aby ścieżka naszego rozwoju była naprawdę nasza, musimy posiadać silną wolę, która pozwala nam odpowiadać przed samym sobą. Trudniej jest wydawać rozkazy niż je wykonywać, ale najtrudniej być jednocześnie rozkazodawcą i wykonawcą własnych poleceń. Na tym polega satanistyczna odpowiedzialność, że jesteśmy swoimi jedynymi sędziami, a żeby osiągnąć nasze cele musimy być sędziami surowymi, jak i sumiennymi wykonawcami własnych rozkazów. Nie każdy to potrafi, ale w jaki sposób rozwój i indywidualna ścieżka czyni nas wolnymi od moralnego relatywizmu?

Istotna różnica między relatywizmem, a perspektywizmem polega na docenieniu własnych wartości. Nie uważamy już, że nic nie ma wartości z braku kryteriów wartościowania czy z faktu nie istnienia żadnych wartości "samych w sobie". Są rzeczy, które cenimy i nie potrzebujemy dla nich żadnego zewnętrznego usankcjonowania - nie interesuje nas, że obiektywnie nic nie znaczą, nie interesuje nas żaden obiektywizm, interesuje nas tylko to jak my je postrzegamy i co dane rzeczy dla nas reprezentują. Patrzymy moralnie na świat tylko z naszej p e r s p e k t y w y, nie przejmując się tym, że porządek moralny w ogóle nie istnieje, gdy wprowadzimy do niego fikcyjnego, nierealnego, obiektywnego obserwatora.

Znika problem pesymizmu jako braku sensu życia, gdyż nie przejmując się obiektywnym wizerunkiem świata, w którym wszystko jest marne i bezcelowe, posiadamy własny, najcenniejszy obraz świata oraz najcenniejsze dla nas wartości - nasze własne. Sami stawiamy sobie cel, sami odnajdujemy sens, wszystko jest naszą indywidualną własnością, jedynie pozostaje kwestia potrafienia, umiejętności, zawierzenia we własne wartości i ideały, oderwania się od przyzwyczajenia, że wszystko w co wierzymy, każdy cel, do którego dążymy, każdy sens jaki posiadamy, musi być nam dany z zewnątrz, nie może być przez nas stworzony. Uwierzenie w "śmierć Boga" to nawet nie początek satanistycznego wyzwania samodoskonalenia, to dopiero wyruszenie w niebezpieczną podróż poszukiwania własnych ścieżek, kiedy jeszcze możemy zboczyć na cudzą drogę, nawet się zagubić - to moment, kiedy własnych dróg jeszcze nie nauczyliśmy się poszukiwać.

Indywidualna ścieżka, którą chcemy podążać jest konsekwencją odnalezienia celu życia w samym życiu. Życie doczesne jako satanistyczny, ostateczny element ludzkiej egzystencji zmusza nas do uczynienia go najlepszym jak tylko potrafimy. Owo podnoszenie jakości życia, które oceniamy przez pryzmat naszych indywidualnych wartości nadaje mu sens jako ciągłe zadanie - ideały, które ustalamy nie są już nieosiągalne, nieludzkie, są nasze, przez nas wyznaczone, możemy je zdobyć i postawić sobie kolejne, równie ludzkie i osiągalne, do których dążenie nie sprzeciwia się życiu, lecz czyni te życie wartościowszym; zawsze z naszego punktu widzenia. Stawiając własne ziemskie życie w pozycji jedynej istniejącej rzeczywistości możemy być prawdziwie odpowiedzialni, przed jedynie prawdziwą instancją - przed nami samymi.

Wróć