Satanizm współczesny : Satanorium.pl

Podzielony tematycznie zbiór tekstów, zawierający eseje, tłumaczenia klasycznych tekstów, rozmaite opracowania bądź próbki poezji.
Miejsce przeznaczone dla zarejestrowanych użytkowników, służace dyskusji, wymianie poglądów, a także swobodnym towarzyskim rozmowom.
Pokaźny zbiór opisów symboli, jakie wykształciły się w świadomości zbiorowej na przestrzeni dziejów z naciskiem na symbole mniej lub bardziej związane z satanizmem.
Katalog miejsc w sieci, godnych polecenia i ciekawych. Zbiór został uporządkowany według kategorii, gdzie między innymi znajdziemy prywatne witryny użytkowników jak i duże portale tematyczne.
Czytelnia
May
Satanistyczna spirala

Słabo pamiętam co stało się przed tym cudownym momentem Tu i Teraz i tak też stał się człowiek chwilą, jakże ulotną i nieuchwytną. Z przeglądu obrazów przeżytego życia : Każda z tych chwil, tworzyła go na swoje podobieństwa. Każda ta chwila weszła mu w krew gdy tylko umiał ją przeżyć prawdziwie. Każde doświadczenie windowało go na nowe levele, przynosząc wyższe progi bólu egzystencji do przejścia. Nie, czuł już bólu za dużo zginał, każdorazowo odradzając się silniejszy. Za dużo postawił na Progress by móc jeszcze czuć cokolwiek. Plan mentalny padł na ryj. Mesjanizm go śmieszył jak i reszta świata wyobrażeń, po którym umiał serfować jak po Chaosie. A był wybitnym serferem, kopał przecież na tyle w głąb siebie by stać się naczyniem prawdziwej woli co z boskości płynie. Nie, Niczego nie dostał za darmo - odnalazł je. Oj wiele czasu kopał, wiele myślał, trafiając w obszary, których śmiertelnicy odwiedzać nie powinni: "And following our Will and Wind we May just go where no one's been.

We'll ride the Spiral to the end and May just go where no one's been.

Spiral out. Keep going......... going.................... going......................."


Wiedział tak samo jak słyszał więcej i patrzał lecz głęboko przez, będąc zarazem skrajnie ślepy i głuchy na innych, jednak nie zawsze. Zawierało się w tym, to co: było jego i co pochodziło właśnie od Diabła: on sam w sobie poznany i zaprzyjaźniony. Stojący twardo na własnych nogach. Było to dokładnie tym, czego ludzie wiedzieć nie chcieli i czego się bali. Ta pewnie pokazana Diabelskość na zewnątrz, ukazanie siebie wywyższonego ponad masę, której wydało się, że wszystko da się wytłumaczyć i tak iluzyjnie władać światem, jemu jednak nie.

Całe społeczności technokratyczne, całość pędu tępej masy uznały Szatana za swojego największego wroga, zatrzymali go, hi hi - przeciwnie, zaczęli niszczyć siebie. Zbyt dużo buntu dla autorytetu, by się im poddał, był przecież poza wszystkimi rzeczami. Pomyślał -> obiekty - biedacy, dać się zamknąć w Kancie stołu. I tak jak iluzja nareszcie zajęła miejsce iluzji, tak duch stał się bezużyteczny dla fizyczności - i to, że jego dusza nie poszła w diabli nie miało już dla niego większego znaczenia. Nie był niezniszczalny, wiedział, że co go nie zabije uczyni go silniejszym. Pomimo jednak swojej ogromnej odwagi zdarzały się sytuacje życia codziennego gdy wątpił - był przecież tylko i aż człowiekiem. Wątpił z jakiegoś niezaspokojenia, z nieuszczęsliwienia, z potrzeby wątpił. Wtedy prawie nigdy popadał w pokory sidła i był miętki albo prawie zawsze pokazywał takiego wała na wszystko ala: jak trwoga to do boga

Zatracał się jednak często w konieczności, dając kres własnej samowiedzy. Wybierał wtedy odpoczynek na jej czystym łonie. Czując ramy by mógł się w czymś zawrzeć, napełnić naczynie, określić, zebrać w kupę z części układanki, które znał tak dobrze... Tylko po to by pojawić się na nowo już poza nią, przy niej przecież znikał.

"Spiral out. Keep going, going..... going, going................. going............................... going...................................."

I tak znów wyciągnąłem dziś swoją głowę na zewnątrz.
Jakże wielce spokojny, z dreszczem emocji pod kontrolą i bez ani jednej wątpliwej myśli. Nie ma wątpliwości bo nie było głosu autorytetu. Autorytet zabity buntem, zabity z potrzeby wygrania siebie. Zabity gdyż ja siebie szanuje, zabity bo najwyższym prawem jest prawo do walki o własne życie, o własną drogę.

Nie ma już niczego poza mną.

Przerzuciłem się z dżinsu w bojówki, wbiłem się w glany, wiązałem dokładnie, wręcz rytualnie. Z każdym momentem czułem powłokę, która powoli topnieje, pozostawiając już sam uwolniony nazbierany potencjał.

Pojawiałem się wszędzie.

Wypełniając wszystkie możliwe luki między mózgowe, te obszary na łączach, naukowo nie zbadane a zwane wolną wolą, przyjąłem to co otwarte za umysł.

Patrząc z Diabelskim błyskiem w oku, otwartą myślą na stada chujo-głowych ze śmiechem i pogardą, tak to jest duma. Jak przed ucztą dla zmysłów, ego, żołądka, libido Ok potrzeb, po której czuje się uszczęśliwiony. Czując, że jest to dobre i to dobre właśnie dla mnie. Ściąłem włosy znów tak na 3MM. Pojawiał się ten skurwysyński wyraz twarzy i delikatny tik nerwowy pod lewą przymrużoną powieką, który przecież kocham. Czułem przemianę - bardzo powoli wraz ze spadkiem każdego kosmyka włosów do umywalki, tak jakbym uwalniał się z sideł przeszłości. Spowiłem palce srebrem wężowym w ilości wiele, tworząc etykietę, inaczej metaforę do siebie, którego znałem już przed urodzeniem.

I tak przebudzony z miejsca drzemki, czuje znów środek (odczuwam nie czuje), czuje, że żyje. Jestem znów środkiem, a może jest to, to źródło, które prawdy najbliżej i które akurat mnie wylosowało i nauczyło jak z siebie korzystać także dla. Wylosowane Ja - urzeczywistnione indywiduum w spiralnym wirze życia z morza indywiduum - które sam wybrałem.

"Biorąc sobie życie tak jak zrywa się ten dojrzały owoc, który w tym samym stopniu chce być zerwany, jeżeli oczywiście daje się zerwać."


"going...................................................................................."

Wróć