...deszcz miotany powietrznym wirem uderzal prosto w twarz tysiacem igielek marznacego
szronu.
Wichura bila upartymi falami po SKRZYPIĄCYCH DREWNIANYCH KRZYZACH BEZIMMIENNYCH GROBOW...
SKRZYP....SKRZYP....SKRZYP . z tryumfalnym poswistem przyginala BEZLISTNE GALEZIE STARYCH
KLONOW...
Poly mojego ulubionego fraka powiewały na wietrze jak skrzydla MROCZNEGO
ANIOLA...ABBADON...
Wokol palily sie tysiace swiec, a na grobach lezaly ZWLOKI zwiedlych kwiatow, jako ofiara
ktora ma odstraszyc nieunikniona SMIERC...CIEMNOSC nie sprzyja nawet NIEUMARLYM
!.................Co chwile mylilem droge kluczac wsrod BEZIMIENNYCH STARYCH
GROBOW,zbaczałem z waskiej
CMENTARNEJ SCIEZKI,pakujac sie w rdzawo polyskujace kaluze rozlane niczym krew na ciele
MATKI ZIEMI.....
Do MOJEGO GROBOWCA wiodła wijąc sie posrod ZAPADLYCH GROBOW sciezka STAREGO CMENTARZA.
MIałem juz blisko.Jeszcze maksimum 40 metrow i ON...MOJ DOM...
Potknałem sie o wystajacy korzen STAREGO KLONU . Sterczal jak kikut odcietej konczyny.
Sczesliwie przeskoczylem jakis zapadly STARY GROBOWIEC,
zrobilem kilkanascie krokow i ...I stanalem naprzeciw furty prowadzacej do KROLESTWA
CIENI....Nie zwrcacalem uwagi na oblepiajaca lakierki gruba rdzawa podobna do ZAKRZEPLEJ
KRWI warstwe MAZI....
Deszcz zacinal...gestnial bialy jak SMIERTELNE GIEZLO tuman mgly...
Stojac mruczalem bez przerwy monotonna melodyjke ,zawieruszona gdzies w pamieci minionych
ISTNIEN NIEUMARLEGO...
Usmiechalem sie dziko ........patrzac gdzies tam ..........gdzie zadnej LUDZKIEJ ISTOCIE
nie jest dane dotrzeć..........
|